
PortalDoHistorii.com: Druga wojna światowa wciąż kryje wiele tajemnic. W latach 30. Wielka Brytania nie była wrogo nastawiona do III Rzeszy. Edward VIII, panujący w 1936 roku, był pozytywnie nastawiony do rządów Hitlera. Co sprawiło, że podczas ostatniej wojny te państwa walczyły ze sobą?
Hubert Kozieł: Zdecydowała o tym głównie polityka brytyjskiego premiera Neville’a Chamberlaina, który zaczął desperacko przygotowywać Wielką Brytanię do wojny. Nie obeszło się jednak bez amerykańskich nacisków, które przekonały sporą część brytyjskiego establiszmentu co do tego, że ewentualny sojusz pomiędzy Wielką Brytanią a III Rzeszą mógłby się skończyć konfrontacją z USA i groźbą utraty imperium kolonialnego.
Zapomnianym faktem jest to, że jeszcze w połowie lat 30. Amerykanie tworzyli plany wojny z Imperium Brytyjskim – zaangażowany był w to choćby gen. Douglas MacArthur. Planowali m.in. zmasowane uderzenie na Kanadę z użyciem gazów bojowych i zatopienie brytyjskiej floty na Karaibach. Hitler snuł również wizję konfliktu pomiędzy USA a Wielką Brytanią i twierdził, że Niemcy powinny wówczas stanąć po stronie Londynu.
Brytyjski establiszment na pewno rozważał czynniki ryzyka związane z tym konfliktem, a także skutki zdominowania Europy kontynentalnej przez Niemcy. Uznał więc, że należy Hitlera powstrzymywać przed agresją lub ją kanalizować w stronę Związku Sowieckiego.
Chamberlain jest obecnie postrzegany jako polityk słaby i ustępliwy, ale był politykiem bardzo rozsądnym, którego postawiono przed arcytrudnym zadaniem. „Odziedziczył” kraj stojący na krawędzi bankructwa i rozbrojony. Zaczął przestawiać go na wojenne tory, ale potrzebował na to czasu, który kupował m.in. ustępstwami wobec Niemiec w kwestii Austrii oraz Sudetów.
Jeszcze latem 1939 r. oferował Niemcom układ, który mógł zapobiec wojnie. Układ oferujący międzynarodowe wsparcie dla przestawienia gospodarki niemieckiej na tory pokojowe.
Co sądzisz o tezie, że w II wojnę światową wmanewrowali Polskę Brytyjczycy?
Hubert Kozieł: Uważam, że ta teza jest czysto propagandowa. Decyzja o tym, że Polska stawi zbrojny opór Niemcom, zapadła w styczniu 1939 r. podczas narady na Zamku Królewskim w Warszawie, w której wzięli udział m.in. prezydent Mościcki, marszałek Śmigły-Rydz i minister Beck.
Postanowiono wówczas walczyć, nawet jeśli nie byłoby gwarancji pomocy sojuszniczej. Takie gwarancje pojawiły się dopiero 31 marca 1939 r.
Wariant wojny z Niemcami rozważaliśmy już podczas kryzysu czechosłowackiego z jesieni 1938 r. Także w marcu 1938 r. i w 1936 r. sugerowaliśmy Francji możliwość wspólnej akcji przeciwko Niemcom. Wpisywało się to we wcześniejsze plany wojny prewencyjnej przeciwko Niemcom, po które marszałek Piłsudski mógł sięgnąć w 1933 r.
To więc my wciągnęliśmy Zachód w wojnę – a nie odwrotnie. Zauważał to choćby płk Józef Szostak „Filip”, oficer Sztabu Głównego, który napisał w swoich wspomnieniach, że rolą Polski było przede wszystkim doprowadzić do tego, że niemiecka agresja przekształciła się w wojnę światową, której Niemcy nie będą mogli wygrać.
Dlaczego część brytyjskich elit, na czele z Winstonem Churchillem i Lloydem Georgem, entuzjastycznie przyjęła sowiecką napaść na Polskę we wrześniu 1939 roku?
Hubert Kozieł: Bo liczyli na to, że Niemcy i Związek Sowiecki prędzej czy później rzucą się sobie do gardeł. Mieli nadzieję na pozyskanie Sowietów jako sojusznika, który zwiąże ogromne siły niemieckie.
To byłby powrót do sieci sojuszów z 1914 r. To myślenie było oczywiście mocno krótkowzroczne, ale zarówno Churchill, jak i Lloyd George (który też w 1920 r. nie miałby nic przeciwko podziałowi Polski między Niemcy i Rosję bolszewicką), byli politykami krótkowzrocznymi.
Ironią losu jest to, że ci dwaj grabarze Imperium Brytyjskiego mają pomniki niedaleko gmachu Parlamentu w Londynie, obok pomników dawnych wrogów Imperium, takich jak Lincoln czy Gandhi.
Dlaczego polskie władze wojskowe wydały rozkaz, by nie walczyć z wkraczającymi wojskami sowieckimi?
Hubert Kozieł: Wspomniany rozkaz nie zakazywał całkowicie walki z Sowietami, ale kazał ją maksymalnie ograniczać. Nieco wcześniej jednak gen. Wacław Stachiewicz, szef Sztabu Naczelnego Wodza, obdzwaniał polskie garnizony na Kresach, wydając im konkretne rozkazy dotyczące stawiania oporu Sowietom.
Intencją marszałka Śmigłego-Rydza było zapewne to, by jak najwięcej polskich żołnierzy przekroczyło granicę z Rumunią i Węgrami. Jednoczesna walka przeciwko dwóm największym potęgom wojskowym Europy była z góry skazana na klęskę.
Nie da się jednak ukryć, że owa osławiona dyrektywa była niefortunna i wprowadzała chaos. Można było ten rozkaz lepiej i wyraźniej sformułować. Często trafiał on do polskich oddziałów w skróconej formie, co dodatkowo pogłębiało zamieszanie.
Co ciekawe, niektórzy polscy dowódcy powoływali się na dyrektywę „z bolszewikami nie walczyć” już na kilka godzin zanim została ona formalnie spisana.
Chaos pogłębiał także rozkaz gen. Juliusza Rómmla, dowódcy Armii „Warszawa”, nakazujący traktować Sowietów jako sojuszników. Rómmel próbował wtedy stworzyć w Warszawie prosowiecki rząd, co storpedował Stefan Starzyński.
Szczególnie interesujący jest przykład Lwowa. Miasto poddał Sowietom 22 września 1939 r. gen. Władysław Langner. Po podpisaniu kapitulacji podkreślał, że Wojsko Polskie prowadzi wojnę tylko z Niemcami. O co chodziło?
Hubert Kozieł: Langner stwierdził po kapitulacji, że Sowieci są Słowianami, sugerując, że można się z nimi porozumieć. Wynegocjował też dobre warunki kapitulacji, których Sowieci oczywiście nie mieli zamiaru przestrzegać.
Wcześniej Lwów był centrum intryg politycznych ówczesnej opozycji skupionej wokół gen. Władysława Sikorskiego. Jej przedstawiciele rozmawiali tam o zamachu stanu. Wielką niewiadomą jest to, czy kontaktowali się wówczas z Sowietami i czy ich akcje wpisywały się w prosowieckie dążenia Churchilla i części francuskich polityków.
Bardzo podejrzanie wygląda również to, że gen. Kazimierz Sosnkowski, dowodząc Frontem Południowym, dążył do tego, by jego wojska weszły do Lwowa. Ignorował w ten sposób rozkazy Naczelnego Wodza nakazujące mu kierować polskie dywizje ku Przedmościu Rumuńskiemu.
Sosnkowski opisywał to później jako pójście z odsieczą „Zawsze Wiernemu” Lwowowi. Tyle że Lwów niezbyt tej odsieczy potrzebował. Niemcy nie zdołali zamknąć jego oblężenia i jeszcze na początku drugiej połowy września do miasta docierały polskie pociągi wojskowe.
Sosnkowski, upierając się przy tej pomocy dla Lwowa, praktycznie zmarnował wojska Frontu Południowego, których resztki po sowieckiej agresji po prostu mu się rozeszły.
Co by było, gdyby jednak cały Front Południowy doszedł do Lwowa? Wówczas w tym ośrodku miejskim, w którym planowano zamach stanu i gdzie dziwnie prosowieckie stanowisko zajmował gen. Langner, znalazłyby się spore polskie wojska, które trafiłyby do sowieckiej niewoli.
Albo doszłoby do układu politycznego mającego na celu ich zachowanie „na później” w Związku Sowieckim, albo po prostu więcej polskich oficerów – w tym być może generał Sosnkowski – skończyłoby w katyńskich dołach śmierci.
Jakie były dalsze losy gen. Langnera?
Hubert Kozieł: Wyjechał na negocjacje do Moskwy, gdzie przebywał do listopada 1939 r. Później przeszedł sowiecką granicę z Rumunią – może miał szczęście, może go przepuszczono.
Przedostał się do Francji, gdzie pozostawał do dyspozycji gen. Sikorskiego bez żadnego przydziału. W Wielkiej Brytanii dowodził 3 Brygadą Strzelców, a później Brygadą Szkolną, by od 1943 r. zostać biurokratą w Sztabie Inspektora Wyszkolenia Wojska.
Nie zrobił więc kariery. Jakoś specjalnie też chyba nie badano jego dziwnej postawy z 1939 r.
Kiedy i kto rozpoczął rozmowy o powstaniu Wojska Polskiego w Sowietach?
Hubert Kozieł: Jerzy Klimkowski, były adiutant gen. Andersa, twierdził, że gen. Sikorski zaczął rozmawiać o tym z Sowietami już w listopadzie 1939 r.
Klimkowski jednak był sowieckim agentem, który w swoich wspomnieniach konfabulował, więc jego twierdzenia są odrzucane przez historyków.
Faktem jest jednak to, że gen. Sikorski rozmawiał z Sowietami o tworzeniu Wojska Polskiego w ZSRR w czerwcu 1940 r. w Londynie, świeżo po ewakuacji Francji. Pośrednikiem w tych rozmowach był dziennikarz Stefan Litauer, agent sowiecki. Pisał o tym m.in. Władysław Pobóg-Malinowski.
Wiadomo też, że Stalin na początku czerwca 1941 r. nakazał sformowanie dywizji w ramach Armii Czerwonej „skompletowanej z osób narodowości polskiej i znających język polski”. Mógł on rozważać ten wariant już dużo wcześniej, ale musiał to zachować w tajemnicy przed Niemcami.
Dziękuję za rozmowę.
Książki Huberta Kozieła można kupić na stronie Wydawnictwa Replika
O książce „Mroczne sekrety II wojny światowej”
- Czy dziadek Adolfa Hitlera mógł być Żydem?
- Czy wrześniowa porażka Polski była nieunikniona?
- Jak Beria przyczynił się do klęski Sowietów w czerwcu 1941 roku?
- Czy lotnictwo rzeczywiście uratowało Wielką Brytanię?
- Kto ukradł esesmanom starożytny skarb?
- Jak Pius XII spiskował przeciwko Hitlerowi?
- Czy Führer zginął w Wilczym Szańcu?
Poszukując odpowiedzi na te, jak i wiele innych pytań, Hubert Kozieł nie przedstawia „spiskowej teorii dziejów” ani „historii alternatywnej”.
Proponuje jednak spojrzenie na „największą z wojen” z innej strony. Spojrzenie w głąb jej dziejów, na fakty pozostające na „obrzeżach” ogólnie uznawanego nurtu zdarzeń.
Wydobywa z niepamięci sytuacje, dokumenty i postaci, które mogą zachwiać w posadach całą misterną konstrukcją „oficjalnej historii”.
„Jedynie prawda jest ciekawa”.
— Józef Mackiewicz
O Autorze
Hubert Kozieł – (ur. 1983) dziennikarz ekonomiczny z historyczną pasją.
Zaczął pracować w „Parkiecie” w 2007 r. Wkrótce potem, wraz z połączeniem redakcji ekonomicznych, jego teksty zaczęto publikować również w „Rzeczpospolitej”.
Zawodowo specjalizuje się w ekonomicznej i rynkowej tematyce międzynarodowej. Pisze również teksty o tematyce geopolitycznej, cywilizacyjnej i historycznej do „Plusa Minusa”, „Rzeczy o Historii” oraz magazynu „Uważam Rze Historia”.
Jego artykuły były publikowane także m.in. na portalu Polskiego Radia, w magazynie „Uważam Rze”, w „Templum Novum” czy nawet w „Foreign Policy Romania”.
W 2024 r. zdobył wyróżnienie w konkursie im. Władysława Grabskiego.
Absolwent Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.
Uwielbia badać tajemnice historii. Jest podróżnikiem-amatorem, który zwiedził około 60 krajów.
