17 stycznia 1940 – Kazimierz Kott ucieka z aresztu Gestapo w Warszawie

Kazimierz Kott

To była ucieczka tak brawurowa, że Niemcy nie mogli uwierzyć, że w ogóle się wydarzyła.

Kazimierz Kott, ps. „Światowid”, miał zaledwie 20 lat. Był szefem Wydziału Bojowego Polskiej Ludowej Akcji Niepodległościowej (PLAN) i jednym z pionierów małego sabotażu w okupowanej Warszawie. To z jego inicjatywy pojawiły się pierwsze ulotki, akcje przeciw niemieckim kinom i lokalom „nur für Deutsche”, a także prowokacyjne nalepki, które w prosty, ale dotkliwy sposób ośmieszały okupanta.

14 stycznia 1940 roku Gestapo aresztowało go razem z matką. Trafił do siedziby przy aleja Szucha,  miejsca, z którego praktycznie się nie wychodziło. Przez trzy dni był brutalnie przesłuchiwany.
17 stycznia poprosił o wyprowadzenie do toalety. Tam zauważył niezakratowane, zamarznięte okno. Zaryzykował. Wyskoczył. Z kajdankami na jednej ręce przeszedł przez podwórze i… wyszedł na ulicę. Był jedyną znaną osobą, której udało się uciec z tego gmachu.

Gestapo odpowiedziało terrorem. W odwecie Niemcy przeprowadzili masowe aresztowania. Zatrzymano około 255 mieszkańców Warszawy, głównie ze środowisk inteligenckich. Wielu z nich kilka dni później zamordowano w Palmirach. 

Sam Kott zdołał uciec na wschód i kontynuował działalność konspiracyjną. Jesienią 1940 roku zginął po aresztowaniu przez NKWD. Został zamordowany lub zmarł w więzieniu. Miał zaledwie 21 lat.

Nazywano go „Szaleńcem Niepodległości”. Nie dlatego, że działał bezmyślnie, ale dlatego, że w czasach strachu i beznadziei potrafił pokazać, że okupanta można ośmieszyć, zdezorganizować i – choćby na chwilę – przechytrzyć.

Przewijanie do góry