Brzmi jak żart albo scena z filmu.
A to była prawdziwa tragedia.

W dzielnicy North End w Bostonie pękł ogromny zbiornik wypełniony melasą — gęstym, słodkim syropem. W jednej chwili na ulice wylały się miliony litrów.
Świadkowie mówili o potężnym huku, drżeniu ziemi i fali, która ruszyła przez miasto z ogromną siłą. Melasa była cięższa od wody i potrafiła przewracać ludzi, niszczyć budynki i wpychać wszystko, co napotkała, w ciasne uliczki.
Najgorsze było to, że początkowo syrop płynął szybko, ale po chwili zaczął gęstnieć. Ludzie, którzy wpadli w melasę, nie mogli się ruszyć — im bardziej walczyli, tym bardziej grzęźli.
W katastrofie zginęło 21 osób, a około 150 zostało rannych. Akcja ratunkowa była dramatyczna, bo ratownicy brodzili w lepkości po kolana, a każdy krok był walką.
Sprzątanie trwało tygodniami. Melasa wchodziła wszędzie: na chodniki, do domów, do tramwajów. Przez lata mieszkańcy wspominali też, że w upalne dni w okolicy wciąż unosił się słodki zapach.
