Komu służyły Bestie Bandery? [NASZA ROZMOWA]

Bestie Bandery - Marek Koprowski

PortalDoHistorii.com: Dlaczego warto sięgnąć do Pańskiej książki „Bestie Bandery”? Nie jest to łatwa ani przyjemna lektura.

Marek A. Koprowski: Dla kogoś, kto interesuje się historią ukraińskiego nazizmu, jest to lektura obowiązkowa. Pokazuje bowiem, kim byli ludzie, których w Polsce, od nazwiska ich twórcy, Stepana Bandery, nazywamy banderowcami, choć w czasie wojny nawet Ukraińców, którzy nie aprobowali ich ludobójczych poczynań, nazywano „banderami”. Skojarzenie to jest jak najbardziej prawidłowe, bo należeli oni do frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów stworzonej przez Stepana Banderę. Frakcja ta od początku stawiała sobie za cel dokonanie narodowej rewolucji, która przyniesie niepodległość całej Ukrainie.

Rewolucja ta ostatecznie zarówno na Wołyniu, jak i w Małopolsce Wschodniej przybrała antypolski charakter.

Banderowcy uznali, że nie da się osiągnąć głównego celu rewolucji bez usunięcia z Małopolski Wschodniej i Wołynia ludności polskiej, która według nich była narodowością wrogą, podobnie jak Żydzi, Rosjanie, których określano „kacapami”, Ormianie i inni.

Najpierw więc wyrżnęli Polaków na Wołyniu, gdzie do tej operacji istniały najbardziej sprzyjające warunki, i postanowili zastosować zdobyte podczas tamtego ludobójstwa doświadczenia w Małopolsce Wschodniej.

Teren ten był ich matecznikiem. Tu mieli największe poparcie. Tu działał też Kościół greckokatolicki, który udzielał im zawsze moralnego poparcia. Większość z nich pochodziła z tego terenu, część była też „Popowiczami”, czyli synami greckokatolickich księży.

Jak więc doszło do tego, że stali się oni zbrodniarzami?

Można to prześledzić na przykładzie biografii samego Stepana Bandery, którego ojciec starał się wychować na człowieka głęboko wierzącego. Przy okazji świąt Wielkiej Nocy Stepan nie pojawił się na nabożeństwie. Ojciec miał do niego o to pretensje, ten zaś odpowiedział mu, że najpierw naród, a Bóg później.

Zamiast modlić się w cerkwi, młody Bandera zajmował się kolportażem nacjonalistycznej literatury wzywającej do walki z polskim rządem. „Najpierw naród, a Bóg później” stało się głównym przykazaniem wszystkich banderowców.

Co to znaczyło w praktyce?

Że dla banderowców naród stał się najważniejszy i w jego imię można było dokonać każdego czynu, w tym największej zbrodni. Chrześcijaństwo stało się dla nich swoistą dekoracją, zasłoną dymną mającą przekonać wszystkich, że są bojownikami o wolność Ukrainy czerpiącymi motywację z religii greckokatolickiej. Był to oczywisty fałsz, bo w swoich działaniach kierowali się własnym tak zwanym Dekalogiem Ukraińskiego Nacjonalisty, który miał wydźwięk antychrześcijański, pogański i satanistyczny.

Księża greckokatoliccy tego nie dostrzegali?

Starali się nie dostrzegać lub… błogosławili temu. Nie chodzi o to, że błogosławili narzędzia służące do mordów Polaków. Wspierali na co dzień struktury OUN funkcjonujące na terenie ich parafii.

A kardynał Andrzej Szeptycki nie usiłował przywołać swoich duchownych do porządku?

Owszem, ale niewielu księży chciało go słuchać. Nacjonalistyczny amok ogarnął większość z nich. Zaznaczyć też trzeba, że jeżeli Szeptycki wydawał list pasterski potępiający zbrodnię, to potępiał sam fakt zbrodni, a nigdy jej wykonawców.

Nigdy nie wskazał też bezpośrednich sprawców mordów. Nie napisał, że sprawcą ludobójstwa jest odłam Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów stworzony przez Banderę. Nie wskazał ich palcem. Nie powiedział, że są zbrodniarzami.

To ułatwiło im później aspirowanie do roli ukraińskich bohaterów narodowych.

Największy autorytet moralny i twórca narodu ukraińskiego, za jakiego uchodził kardynał Szeptycki, nie potępił ich. Później, gdy część księży greckokatolickich, którzy nie uznali Lwowskiego Soboru w 1946 r., przeszło do podziemia i pod opiekę OUN, Cerkiew de facto zlała się ze strukturami banderowców i głosiła, że banderowcy walczą za naród ukraiński.

Dziś biskupi i księża greckokatoliccy święcą pomniki zbrodniarzy takich jak Szuchewycz i inni. Sankcjonują tym samym, że naprawdę byli bohaterami. Tymczasem prawda jest inna, to byli nie bohaterowie, ale bestie w ludzkiej skórze.

Dziękuję za rozmowę.

Książkę można nabyć na stronie Wydawnictwa Replika:

Marek A. Koprowski BESTIE BANDERY. KACI MAŁOPOLSKI WSCHODNIEJ

Małopolska Wschodnia i Lubelszczyzna były kolebką ukraińskich nacjonalistów. Stąd pochodziło najwięcej morderców, którzy z ogromnym sadyzmem dawali upust swym zbrodniczym instynktom, uczestnicząc w rzeziach Polaków, Żydów i Ormian.

Oto członkowie OUN-UPA, którzy wydawali rozkazy mordowania Polaków, jak i ci, którzy z azjatyckim okrucieństwem je wykonywali. Ich nazwiska nie powinny ulec zapomnieniu.

W świetle prawa międzynarodowego są zbrodniarzami winnymi ludobójstwa ludności cywilnej.

Niniejsze opracowanie bazuje na bogatym materiale źródłowym. Przytacza dokumenty OUN-UPA, zeznania ukraińskich morderców ujętych przez sowieckie organy bezpieczeństwa, a także ich wspomnienia i zapiski dostępne w innych źródłach.

Przeplata się z nimi treść dokumentów sporządzonych przez polskich świadków ich zbrodni, zwłaszcza sprawozdań lokalnych Polskich Komitetów Opieki, wysyłanych do Rady Głównej Opiekuńczej.

Bestie Bandery zadają kłam oficjalnej propagandzie ukraińskiej, kreującej ukazanych tu osobników na bohaterów narodowych.

Lektura tej książki pozwoli czytelnikowi zrozumieć, kim byli naprawdę.

Przewijanie do góry