
Akcja „Drzazgi” rozgrywa się podczas ostatniej wojny i po niej na Lubelszczyźnie, ale książka ma szerszy, uniwersalny wymiar.
Niemcy, Żydzi, Sowieci, Narodowe Siły Zbrojne, Armia Krajowa, Gwardia Ludowa przekształcona w Armię Ludową. Krwawe starcia niepodległościowej i komunistycznej partyzantki, splątane przez wielką politykę ludzkie losy prowadzące do zbrodniczych rodzinnych i sąsiedzkich porachunków.
Postacie znane z kart historii komunistyczni partyzanci Mieczysław Moczar, Edward Gronczewski, Cichociemny i major NSZ Leonard Zub-Zdanowicz splatają się z wieloma mniej znanymi, ale równie interesującymi bohaterami. Opisywane wydarzenia i postacie do dziś budzą duże emocje.
Liczne wątki spina rodzinna historia autora, która stała się dla niego główną motywacją do napisania książki. Warto sięgać do dziejów naszych rodzin, bo jak pokazuje na kartach „Drzazgi” Tomasz Zyśko, są inspiracją do odkrywania przeszłości i tworzenia wartościowych publikacji.
„Drzazgę” bardzo dobrze się czyta. To reportaż oparty na licznych relacjach, dokumentach, zeznaniach. Aż się prosi, by karty książki ożywił sprawny reżyser, najlepiej z Hollywood, jest w niej wszystko, co niezbędne w dobrym kinie akcji: ogromne emocje, nieoczekiwane zwroty akcji, nieoczywiste historie.
Wywiad z Tomaszem Zyśko:
Ciekawa jest metoda badania relacji zastosowana przez autora:
„Aby nie zatonąć w opiniach, zdecydowałem się opierać na zeznaniach bezpośrednich świadków, którzy te wydarzenia widzieli. Co więcej, czytelnik znajdzie wiele opisów tego samego wydarzenia relacjonowanych przez różnych ludzi tak, aby można było skonfrontować poszczególne relacje i wyłapać niespójności oraz nieścisłości między nimi. Dodatkowo należy pamiętać, że celem przesłuchujących było wydobyć jedne wydarzenia, przykryć inne i nie zawsze zeznania odpowiadały całościowo na pytanie „jak było”. Śledczy byli bardzo często niechlujni – nie dopytywali tam, gdzie aż mi się cisnęło na usta pytanie „a jak to się ma do tego i tego”. Albo też pytali, a odpowiedzi nie znajdowały się w protokole.
Jak inaczej dojść do prawdy, gdy ci, którzy powinni to opowiedzieć, już nie żyją, a to jedyne świadectwo? I czy przesłuchanie od strony faktograficznej jest rażąco gorsze od opowieści snutej przez bezpośredniego uczestnika, gdzie w jego interesie jest gloryfikowanie swoje roli? Proszę mi wierzyć, że śledczy również starali się złapać logikę i dynamikę tych wydarzeń. Polska nie była sowiecką Rosją, gdzie zarzuty były irracjonalne, a poszukiwano szpiegów brytyjskich i amerykańskich.
Pomimo więc ułomności wynikających ze sposobu prowadzenia śledztwa na samym końcu są formułowane konkretne zarzuty dotyczące morderstw, zaś ofiary ich realnie nie żyły. Można w zeznaniach domniemywać, jaka rola była osoby A bądź B, ale zabójstwo było faktem”.
Warto też zwrócić uwagę na te słowa autora:
„Wydarzenia opisane w książce budzą emocje i będą budzić. Dlatego ja nie staram się oceniać. Mam prawo je skomunikować jako wnuk ich świadków i uczestników. Patrząc na historię najnowszą, widzimy pajęczynę tkaną z faktów i emocji splecionych ze sobą. Wychodzi później coś, co ciężko obronić logicznie, a jeszcze ciężej na tym budować przyszłość – bo tam jest sen o wielkiej Polsce, o Kraku, Wandzie i rycerzach na Giewoncie zmieszane z Powstaniem Warszawskim i obroną Westerplatte. Zakłamujemy nasze korzenie i dziwimy się, że rzeczywistość boleśnie weryfikuje nasze wyobrażenie. Dlatego bardziej zależy mi na tym, aby spróbować przybliżyć losy ludzi realnych, a nie geopolityk. To oni tworzyli wielką historię, mimo że sami tak swojej roli nie postrzegali. A ocenę tego, co zrobili, pozostawiam czytelnikowi”.
Warto sięgnąć po „Drzazgę”. Zmusza do myślenia, inspiruje do zadawania pytań i wyciągania wniosków.
Książkę Tomasza Zyśki pt. „Drzazga” można kupić na stronie Wydawnictwa BookEdit:

O książce „Drzazga” na stronie Wydawnictwa BookEdit:
Kraśnik w latach okupacji był niewielkim, zaledwie piętnastotysięcznym miasteczkiem, zagubionym pośród pól i lasów Lubelszczyzny. Choć wielka polityka zdawała się omijać to miejsce, to właśnie tutaj i w jego okolicach rozgrywały się jedne z najciemniejszych a zarazem najciekawszych epizodów okupacyjnej rzeczywistości.
W okolicznych miasteczkach zaczęły powstawać dwa skrajnie zantagonizowane względem siebie ugrupowania: Gwardia Ludowa i Narodowe Siły Zbrojne. Polityczne podziały z czasem przerodziły się we wzajemny rachunek krzywd, który napędzał spiralę zemsty i doprowadził do eskalacji przemocy, określanej po latach mianem „małej wojny domowej”. Do tego dramatu dołączał problem żydowski, tragiczny w swym wymiarze, a także zwykły bandytyzm rabunkowy, który rozsadzał lokalne społeczności od środka.
Uczestnicy tych wydarzeń, na podstawie przesłuchań, oficjalnych i nieoficjalnych wspomnień, opowiadają o burzliwym czasie, jaki miał miejsce pomiędzy rokiem 1942 a 1944. Te głosy mówią o torturach i egzekucjach, o morderstwach zleconych i rabunkowych, o świecie, w którym granica między ofiarą a katem często się zacierała. Nie jest to obraz znany powszechnie – nie pasuje do legendy nieskazitelnych oddziałów partyzanckich, jakie zwykliśmy sobie wyobrażać.
Literatura do tej pory jedynie szczątkowo dotykała tego tematu – nieliczne publikacje i prace naukowe dotykają jedynie pojedynczych wydarzeń, rzadko pokazując złożoność całościowego obrazu. Ten nieznany kawałek historii stanowi więc swoistą drzazgę, która siedzi głęboko we wzajemnych relacjach, i dopóki nie zostanie odkryta, przysłania obraz rzeczywistości okupacyjnej oraz osobiste tragedie tamtych dni.
Na przetaczającą się rewolucję gdzieś pomiędzy Kraśnikiem a Janowem Lubelskim nakładam losy mojej rodziny – mamy, babci i dziadka, którzy żyli i uczestniczyli w wydarzeniach, jakie miały miejsce. Im też poświęcam tę książkę.
