Władysław Stefanowski „Grom” był jednym z najskuteczniejszych dowódców podziemia na Białostocczyźnie. Dbał o żołnierzy, bronił cywilów i przeprowadzał akcje bez strat własnych. Mimo to po aresztowaniu Sowieci zrobili wszystko, by pamięć o nim po prostu zaginęła.

Od wiejskiej szkoły do walki o Polskę
Władysław Stefanowski urodził się w 1911 roku w rodzinie gajowego. Wykazywał się sporym talentem do nauki – szkołę powszechną skończył z samymi piątkami. W domu panował duży patriotyzm, a sam Władysław już jako młody chłopak pojechał do Warszawy na pogrzeb Józefa Piłsudskiego.
Gdy wybuchła wojna, walczył w obronie stolicy. Trafił do niewoli, ale z niej uciekł. Do konspiracji wstąpił na początku 1942 roku i przyjął pseudonim „Grom”. Jesienią 1943 roku Niemcy zabrali go z domu razem z bratem Lucjanem i osadzili w obozie karnym w Augustowie. Obaj zdołali jednak uciec i dołączyli do leśnych oddziałów. Stefanowski szybko zaczął dowodzić ludźmi, a podczas jednej z akcji został nawet dwukrotnie ranny w rękę.
Tarcza dla mieszkańców i akcja, którą pamiętano latami
W 1945 roku „Grom” stanął na czele oddziału Armii Krajowej Obywateli. Potrafił utrzymać twardą dyscyplinę, ale żołnierze wiedzieli, że naprawdę o nich dba.
Pod jego dowództwem ludzie nie tylko walczyli z nową władzą, ale też chronili zwykłych mieszkańców. W okolicy narastał problem rabunków i gwałtów dokonywanych przez żołnierzy sowieckich. Kiedy patrol „Groma” przyłapał dwóch z nich na okradaniu cywilów, zostali od razu rozstrzelani. Partyzanci rozbrajali też posterunki milicji i niszczyli urzędy gminy.
Najsłynniejszą akcję przeprowadzili 17 maja 1945 roku na szosie z Augustowa do Grodna. Zaskoczyli kilkudziesięcioosobowy oddział sowiecki wspierany przez „berlingowców”, który pędził z Prus do ZSRS aż 1500 sztuk zrabowanego bydła. Zabrali im broń, wozy z żywnością i ubrania. Co najważniejsze, ze wszystkich tych potyczek ludzie Stefanowskiego wychodzili bez strat własnych.
Młyńskie koła Obławy Augustowskiej
Sytuacja stała się krytyczna w lipcu 1945 roku. Przed wielką obławą do oddziału Stefanowskiego dołączali kolejni zagrożeni ludzie. Stan osobowy skoczył do około 120–150 żołnierzy. Gdy 12 lipca tysiące sowieckich żołnierzy zaczęły przeczesywać Puszczę Augustowską, „Grom” dał sygnał do odmarszu. Po drodze połączył siły z innym oddziałem.
15 lipca w okolicach jeziora Brożane Polacy zostali otoczeni przez przeważające siły wroga. Po krótkiej walce tylko nielicznym udało się uciec lub ukryć. Sowieci pojmali 57 partyzantów razem z „Gromem”. Trafili oni do punktów filtracyjnych, skąd wywieziono ich i zamordowano w ramach pacyfikacji.
Przypisali mu fałszywe nazwisko
Po pojmaniu nad jeziorem Brożane Władysław Stefanowski trafił w ręce kontrwywiadu wojskowego ŚMIERSZ. Z relacji mieszkańców wynika, że był brutalnie przesłuchiwany w lokalnym punkcie filtracyjnym w gospodarstwie Szarejków.
Sowieci doskonale wiedzieli, kim jest dowódca, z którym walczyli, ale postanowili zatrzeć po nim ślady. W ujawnionym po latach szyfrogramie z 24 lipca 1945 roku szef ŚMIERSZ-u Wiktor Abakumow raportował Ławrientijowi Berii o przesłuchaniu dowódcy „bandy” o pseudonimie „Grom”. W dokumentach celowo przypisano mu jednak całkowicie fałszywe nazwisko, inną datę oraz inne miejsce urodzenia.
Ta komunistyczna mistyfikacja doprowadziła do tego, że przez kilkadziesiąt lat postać legendarnego dowódcy była spychana w cień. Dopiero w 2015 roku Instytut Pamięci Narodowej oficjalnie wpisał Władysława Stefanowskiego „Groma” na listę Ofiar Obławy Augustowskiej, przywracając go do historii jako jeden z głównych symboli oporu przeciwko sowieckiej pacyfikacji.
Ciekawostka na koniec: Skąd wziął się „Grom”?
Gdy Władysław wstępował do konspiracji w marcu 1942 roku, przyjął pseudonim „Grom”. Najprawdopodobniej nie był to przypadek. Jego brat Mieczysław służył wówczas w Marynarce Wojennej na słynnym polskim niszczycielu ORP „Grom”. Najpewniej to właśnie na cześć brata i jego okrętu Władysław wybrał swój bojowy pseudonim.
