Zaginięcie węglowca USS Cyclops to jedna z najbardziej mrocznych zagadek w historii Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. Statek, na którego pokładzie znajdowało się 306 osób, rozpłynął się w powietrzu bez śladu, nie pozostawiając po sobie ani jednego elementu wraku.

Tajemniczy rejs z ładunkiem rudy
USS Cyclops, jednostka typu Proteus, wyruszył w swoją ostatnią podróż z Brazylii do Baltimore, przewożąc ponad 10 tysięcy ton rudy manganu – surowca niezbędnego do produkcji amunicji podczas trwającej I wojny światowej. Choć statek był przystosowany do transportu węgla, tym razem płynął prawdopodobnie przeciążony, a jeden z jego silników był uszkodzony. Ostatni raz jednostkę widziano 4 marca 1918 roku, gdy opuszczała Barbados po nieplanowanym postoju. Do celu nigdy nie dotarła.
Teorie: od ataku wroga po zdradę
Brak jakichkolwiek śladów stał się pożywką dla licznych domysłów. Początkowo winą obarczano niemieckie okręty podwodne, jednak po wojnie Niemcy zaprzeczyli, by mieli cokolwiek wspólnego z losem jednostki. Śledztwo rzuciło cień podejrzenia na kapitana George’a W. Worleya. Amerykański konsul na Barbadosie sugerował, że kapitan – z pochodzenia Niemiec o trudnym charakterze – mógł dopuścić się buntu lub przekazać statek wrogowi. Pojawiały się też doniesienia o fatalnym stanie technicznym jednostki i możliwej awarii strukturalnej.
Fatum jednostek typu Proteus
Zagadka USS Cyclops stała się fundamentem legendy o Trójkącie Bermudzkim, zwłaszcza że dwie siostrzane jednostki – Proteus i Nereus – również zaginęły bez wieści w tym samym rejonie podczas II wojny światowej. Eksperci wskazują jednak na bardziej przyziemne przyczyny: korozję konstrukcji pod wpływem ciężkich ładunków oraz nagłe, gwałtowne sztormy, które mogły doprowadzić do przełamania kadłuba i błyskawicznego zatonięcia statku.
