W lutym 1918 roku przez polskie miejscowości przetoczyła się fala protestów przeciwko postanowieniom traktatu brzeskiego. Jedno z najtragiczniejszych wydarzeń miało miejsce w Działoszycach, gdzie pokojowa manifestacja patriotyczna zakończyła się brutalną interwencją austriackiej żandarmerii i śmiercią trzech osób.

Protest przeciwko nowemu rozbiorowi
Bezpośrednią przyczyną wzburzenia mieszkańców był podpisany 9 lutego 1918 roku traktat brzeski. Na jego mocy państwa centralne przekazywały Chełmszczyznę i część Podlasia Ukraińskiej Republice Ludowej. Polacy jednoznacznie uznali to za kolejny rozbiór kraju. W Działoszycach organizacją protestu zajęła się Polska Organizacja Wojskowa (POW). Choć pierwszą próbę zbiórki podjęto już 17 lutego, to dopiero następnego dnia tłumy mieszkańców miasta i okolicznych wsi zdołały sformować potężny pochód.
Strzały pod pomnikiem Kościuszki
18 lutego, po uroczystym nabożeństwie, ponad dwa tysiące osób ruszyło w stronę rynku z biało-czerwonymi sztandarami, śpiewając „Boże, coś Polskę”. Manifestanci przerwali kordony żandarmów i dotarli pod pomnik Tadeusza Kościuszki, gdzie wygłoszono patriotyczne przemówienia. Sytuacja zaogniła się, gdy żandarmi próbowali aresztować mówców. Gdy tłum zaczął otaczać funkcjonariuszy, ich dowódca otworzył ogień. Na miejscu zginęły trzy osoby: 15-letni Stefan Starkiewicz (syn burmistrza), 24-letni Wojciech Pawęzowski oraz 54-letni Wincenty Robak. Kolejne trzy osoby zostały ranne.
Pogrzeb jako manifestacja narodowa
Tragedia nie złamała ducha mieszkańców. Choć do miasta sprowadzono posiłki wojskowe z Miechowa i Pińczowa, pogrzeb ofiar, który odbył się 20 lutego, stał się wielką manifestacją narodową z udziałem tysięcy osób i delegacji z całego regionu. Choć w kolejnych dniach doszło do aresztowań organizatorów, pamięć o wydarzeniach przetrwała. Polegli spoczęli na miejscowym cmentarzu, gdzie do dziś znajduje się pomnik z piaskowca upamiętniający ofiary tamtego krwawego poniedziałku.
