Głosowanie pod lufami. Największe fałszerstwo wyborcze w historii Polski

To miały być pierwsze wolne wybory w powojennej Polsce. Zamiast demokracji przyniosły strach, terror i fałszerstwo na masową skalę. Wybory do Sejmu Ustawodawczego z 19 stycznia 1947 roku stały się momentem, w którym złudzenia się skończyły, a władza komunistyczna została w Polsce „zalegalizowana” przemocą.

wybory do Sejmu Ustawodawczego 19 stycznia 1947
Wybory do Sejmu Ustawodawczego – 19 stycznia 1947; źródło: IPN

Obietnica Jałty i gra na czas

Zgodnie z ustaleniami konferencji jałtańskiej wybory miały dać Polakom prawo samodzielnego wyboru władzy. Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej miał być jedynie rozwiązaniem przejściowym. W praktyce komuniści od początku wiedzieli, że w uczciwym głosowaniu nie mają szans. Termin wyborów był więc odwlekany, a scenę polityczną systematycznie „porządkowano”: jedne partie eliminowano, inne przejmowano, tworząc tzw. ugrupowania koncesjonowane podporządkowane PPR.

Jedyna realna opozycja

Dla społeczeństwa naturalnym wyborem stało się Polskie Stronnictwo Ludowe Stanisława Mikołajczyka. Jedyna siła polityczna, która realnie mogła wygrać wybory. To właśnie PSL stało się głównym celem represji. Działaczy aresztowano, zastraszano, mordowano. Rozwiązywano struktury terenowe, unieważniano listy wyborcze, odbierano prawa wyborcze setkom tysięcy obywateli. Kampania wyborcza była w rzeczywistości operacją policyjną.

Głosowanie pod nadzorem pałek i urn

W dniu wyborów aparat represji działał na pełnych obrotach. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, wojsko, milicja i ORMO kontrolowały komisje wyborcze. W wielu z nich zasiadali wyłącznie członkowie PPR. Tam, gdzie brakowało obserwatorów PSL, tworzono „drugie” protokoły albo pisano je od nowa. W fałszowaniu pomagali także funkcjonariusze NKWD, korzystając z metod sprawdzonych kilka miesięcy wcześniej podczas referendum „3 × TAK”.

Wynik, którego nie da się policzyć

Oficjalnie zwyciężył Blok Demokratyczny. Nieoficjalnie, prawdziwego wyniku nikt dziś nie zna. Zachowane fragmentaryczne dane wskazują, że to PSL miało zdecydowane poparcie społeczne. Fałszerstwo było tak powszechne, że nie da się go „odjąć” od oficjalnych liczb. Wybory spełniły jednak swój cel: pozwoliły komunistom przejąć pełnię władzy, a kilka tygodni później wyniosły na urząd prezydenta RP, Bolesława Bieruta.

Ciekawostka na koniec

Po Warszawie krążyło wówczas gorzkie powiedzenie:
„Wybory to taka szkatułka – wchodzi Mikołajczyk, wychodzi Gomułka.”
Był to jeden z nielicznych sposobów, w jaki ludzie mogli publicznie – choć półżartem – wyrazić świadomość, że 19 stycznia 1947 roku Polakom odebrano nie tylko głos, ale i resztki nadziei na demokrację.

Przewijanie do góry