FAMA w PRL pod nadzorem władzy – wywiad z Jarosławem Molendą

Władza pilnowała, by nie pojawiały się treści obnażające absurdy życia codziennego – mówi w wywiadzie z „Portalem do historii” autor książki „FAMA. Artystyczna legenda PRL-u” Jarosław Molenda.

Wywiad: Redakcja Portalu do Historii

FAMA. Artystyczna legenda PRL-u
„FAMA. Artystyczna legenda PRL-u” – fragment okładki

„Podziemna FAMA ’82 – Kabaret DŁUGI” (YouTube)

Na czym polegał fenomen Festiwalu Artystycznego Młodzieży Akademickiej?

Skrótowo ujmując, fenomen FAMY polegał przede wszystkim na mieszaniu się różnych form artystycznych i na formule festiwalu. W najlepszych latach FAMA trwała miesiąc, a ten czas pozwalał na integrację, na spontaniczność, na burzę mózgów i dusz, w wyniku której rodziły się wyjątkowe spektakle, koncerty, wystawy. Trzeba pamiętać, że to na FAMIE zrodziła się formuła kabaretonu. Niesamowicie mocną stroną imprezy były happeningi, które wtedy jeszcze nie mogły się tak nazywać, a co za tym idzie bezpośredni kontakt z widzami. Występy zespołów folklorystycznych często odbywały się na centralnym placu w mieście, doprowadzając do korków.

Siła FAMY – występy uliczne
Siła FAMY – występy uliczne – fot. Andrzej Ryfczyński

Komu ze znanych później artystów występ na FAMie przyspieszył karierę?

FAMA dawała szansę na zaistnienie na profesjonalnej scenie, gdyż ruch studencki był dość hermetyczną sferą. Chyba nikomu nie zaszkodził występ na FAMIE, ale też nie spowodował błyskawicznego rozwoju kariery. Bardzo długo nie było transmisji telewizyjnych z FAMY, dlatego większy wpływ na zaistnienie dawał choćby festiwal w Opolu. FAMA jednak dawała możliwość szlifowania talentu, przebicia się do świadomości ludzi rządzących rozrywką, a to dawało szansę zaistnienia na ogólnopolskiej scenie. Dlatego łatwiej wymienić artystów, którzy nie zawitali na FAMĘ niż tych, którzy na niej występowali – to jest prawdziwe Who is who polskiej rozrywki.

Marek Grechuta i zmarła niedawno Magda Umer na FAMIE
Marek Grechuta i zmarła niedawno Magda Umer na FAMIE – fot. Andrzej Ryfczyński

Co aktualnego pozostało z FAMY?

Czasy się zmieniają, to i FAMA musiała się zmienić. Także i teraz FAMA to przegląd tego, co najlepsze w kulturze studenckiej. Niestety FAMA zniknęła z ulic, zeszła może nie do podziemia, ale sama zamknęła się w swoim getcie, ale to wina dyrektora festiwalu Patryka Stanisza, pod kierownictwem którego FAMA zmierza donikąd. Absurdem są spotkania w ramach działań literackich na FAMIE z autorami… kryminałów.

Co tacy twórcy mają wspólnego z ruchem studenckim, z samym festiwalem?

To wiedzą chyba tylko obecni organizatorzy FAMY. Za sprawą Patryka Stanisza ten festiwal NICZYM już nie różni się od innych tego typu imprez. To zawsze było słabością FAMY – ludzie przyspawani do stołków. I tak jest teraz. Mieszkam w Świnoujściu, więc słyszę, co mówi „ulica”, a wniosek jest taki, że FAMA podoba się właściwie tylko samym famowiczom, z kierownictwem na czele. Parafrazując znane powiedzenie Alberta Einsteina: „Szaleństwem jest oczekiwać różnych rezultatów, gdy robią to wciąż ci sami ludzie”.

Dlaczego władze PRL zgadzały się na FAMę? Wentyl bezpieczeństwa, możliwość łatwiejszego zdobywania informacji o studenckich środowiskach artystycznych? A może coś innego?

Być może ta „łaskawość” organów bezpieczeństwa wynikała z peryferyjnego położenia Świnoujścia. Do dzisiaj Warszawę interesuje tylko to, co dzieje się w stolicy, więc może władze nie wyczuwały tak dużego zagrożenia ze strony prowincjonalnej FAMY. Ale FAMA, jak i cały ruch studencki podlegał inwigilacji. Donosiciele byli w klubach studenckich, a co za tym idzie wśród części famowiczów. Ba, podobno Tajnym Współpracownikiem swego czasu był jeden z dyrektorów FAMY. Poza tym FAMA nie była festiwalem politycznym, imprezą kontestatorów. Ot, młodzi ludzie chcieli po prostu wyrażać się poprzez sztukę bez żadnych ograniczeń.

Co na FAMie najbardziej interesowało SB?

To samo co w klubach studenckich. Władza pilnowała, by nie pojawiały się treści szkalujące jedyny słuszny ustrój, punktujące słabości systemu, obnażające absurdy życia codziennego. Kto tę granicę przekraczał, nie miał szans na karierę ogólnopolską. Najlepszym przykładem jest historia Salonu Niezależnych, który na FAMIE zdobywał główne nagrody, czyli Trójząb Neptuna, ale poza klubami studenckimi nie zaistniał na szerszą skalę. Dzisiaj większość pamięta kabaret Tey czy Elitę, ale nie „salonowców”.

W PRL działała cenzura. W jakim zakresie dotykała twórców festiwalu?

Oczywiście wszystkie treści musiały przejść przez cenzurę, ale istniały sposoby, jak ją ominąć. Jedną z „furtek” były występy uliczne, nie zgłoszone wcześniej w oficjalnym programie. Famowicze mieli także „patent” na szczecińskiego cenzora, który nie wychylał za kołnierz, był więc raczony mocnym alkoholem, dzięki czemu po kilku „głębszych” był o wiele bardziej liberalny

dla twórczości studentów. Akurat z FAMY nie było transmisji na żywo, co najwyżej po zakończeniu festiwalu pojawiała się w telewizji zmontowana relacja z imprezy, dzięki czemu cenzura mogła usuwać ewentualne niepożądane opinie czy aluzje. Tak więc zasięg treści „wywrotowych” był ograniczony do lokalnej społeczności i turystów akurat goszczących w Świnoujściu.

Dziękuję za rozmowę.

Jarosław Molenda, FAMA. Artystyczna legenda PRL-u

Rodowicz, Umer, Kaczmarski, Rynkowski i inni, czyli historia legendarnego festiwalu kultury studenckiej

Dla tych, którzy chcą pogłębić temat i zajrzeć za kulisy historii FAMY.

Książka „FAMA. Artystyczna legenda PRL-u” – wydawnictwo LIRA

„FAMA. Artystyczna legenda PRL-u”
„FAMA. Artystyczna legenda PRL-u”

Czy uczestnicy pewnego spotkania przy herbatce z samowara mogli podejrzewać, że wymyślony przez nich przegląd kabaretów studenckich przerodzi się w wydarzenie o zasięgu ogólnopolskim? Być może, choć nie na pewno. Przyglądając się dziejom Famy, trudno się oprzeć wrażeniu, że wiele wydarzyło się tam przypadkiem, niechcący, przy okazji. A jednak efekty przeszły najśmielsze oczekiwania i w krótkim czasie udział w odbywającym się w Świnoujściu festiwalu stał się dla młodzieży akademickiej niemal obowiązkowym punktem na mapie doświadczeń. Przez estrady Famy przewijały się wielkie – może wtedy jeszcze nie do końca, ale później już z całą pewnością – nazwiska i niezapomniane zespoły, co świadczy o absolutnie wyjątkowej jakości artystycznej produkcji tego festiwalu. Teatry, teatrzyki, kabarety, piosenki, happeningi… Długo by wyliczać. A przecież dla każdego, kto choć raz zetknął się z tym kolorowym i pełnym uroku zjawiskiem, Fama wyglądała nieco inaczej – i inaczej zapisała się we wspomnieniach.

Jarosław Molenda, znany autor biografii i reportaży historycznych, wykonał ogromną i fascynującą pracę – sięgnął do archiwów i odbył wiele rozmów, by to, co zapisano przed laty w dokumentach, połączyć z tym, co wciąż jeszcze żyje w pamięci ludzi. I udało mu się to znakomicie, bo oto Fama stoi przed nami jak żywa. „FAMA od sześciu dekad stanowi pierwszy przystanek na szlakach luminarzy polskiej rozrywki. Świetnie, że ta wizytówka Świnoujścia doczekała się wyczerpującej monografii, która potwierdza najwyższą jakość pióra Jarosława Molendy. Tomasz Zapert Książka bogato ilustrowana zdjęciami i unikalnymi materiałami archiwalnymi, wydana w twardej oprawie i starannej szacie graficznej.

Przewijanie do góry