Śmierć Mary Phagan i lincz Leo Franka – proces, który wstrząsnął Ameryką

25 sierpnia 1913 roku w Atlancie zapadł wyrok, który przeszedł do historii jako jeden z najbardziej kontrowersyjnych procesów w USA. Na ławie oskarżonych siedział Leo Frank – 29-letni kierownik fabryki ołówków, pochodzenia żydowskiego. Sąd uznał go winnym zgwałcenia i zamordowania 13-letniej pracowniczki Mary Phagan.
Tragiczny los Mary Phagan
Mary była zwyczajną dziewczyną z biednej rodziny. Skończyła szkołę w wieku dziesięciu lat, żeby pomóc w utrzymaniu domu. Za pracę w fabryce ołówków dostawała dziesięć centów na godzinę. 26 kwietnia 1913 roku przyszła do zakładu po swoją wypłatę. Kilka godzin później w piwnicy fabryki odkryto jej ciało. Dziewczynka została uduszona, a na jej zwłokach widniały ślady przemocy seksualnej.
Wieść o tej zbrodni błyskawicznie obiegła Atlantę. W mieście panowało napięcie społeczne, a opinia publiczna domagała się szybkiego ukarania winnego.
Proces pełen sensacji
Na początku podejrzenia padły na stróża nocnego, Newta Lee. Policja szybko jednak zmieniła kierunek śledztwa i wskazała winnego – Leo Franka. Przeciwko niemu wystąpił Jim Conley, czarnoskóry woźny z fabryki, który zeznał, że pomagał Frankowi przenieść ciało Mary do piwnicy. Jego relacja była pełna sprzeczności, ale mimo to właśnie ona przesądziła o dalszym biegu wydarzeń.
Proces zamienił się w spektakl. Na sali sądowej codziennie pojawiały się tłumy, a gazety prześcigały się w sensacyjnych nagłówkach. Fakty schodziły na dalszy plan – liczyły się emocje, plotki i stereotypy. Frank, Żyd z północy, kierownik fabryki w środku konserwatywnego Południa, od początku był traktowany jak ktoś obcy. A obcego najłatwiej było uczynić winnym.
25 sierpnia 1913 roku zapadł wyrok: kara śmierci przez powieszenie.
Zamiana kary i lincz
Nie wszyscy wierzyli w winę Franka. Po dwóch latach apelacji, w czerwcu 1915 roku, gubernator Georgii John Slaton przeanalizował sprawę jeszcze raz i uznał, że dowody są zbyt słabe. Zamienił wyrok śmierci na dożywocie.
Decyzja ta wywołała jednak falę wściekłości. W nocy z 16 na 17 sierpnia 1915 roku grupa uzbrojonych mężczyzn wdarła się do więzienia, porwała Franka i powiesiła na drzewie w Marietcie – rodzinnym mieście Mary Phagan. Egzekucję oglądał tłum mieszkańców.
Głos po latach
Lincz Leo Franka odbił się szerokim echem w całych Stanach. Wydarzenia te stały się symbolem narastającego antysemityzmu i doprowadziły do powstania organizacji Anti-Defamation League (Liga przeciw Zniesławieniom). Były też jednym z impulsów do odrodzenia Ku Klux Klanu.
Przez lata sprawa nie dawała spokoju badaczom i opinii publicznej. W 1982 roku na jaw wyszły nowe fakty. Alonzo Mann, który w dniu zbrodni był gońcem w biurze Franka, zeznał, że widział Conleya samego, jak ciągnął ciało Mary. Ta relacja obaliła wcześniejszą wersję, według której Conley miał jedynie „pomagać” Frankowi. W świetle nowych faktów Conley jawił się jako faktyczny sprawca, a nie świadek oskarżenia.
W 1986 roku władze Georgii wydały pośmiertne ułaskawienie. Nie stwierdzono jednoznacznie, kto był winny, ale uznano, że Frank został pozbawiony prawa do sprawiedliwego procesu i apelacji.
Ciekawostka na koniec
Historia Mary Phagan i Leo Franka wielokrotnie wracała w kulturze. Była inspiracją dla filmu They Won’t Forget z 1937 roku, miniserialu Zabójstwo Mary Phagan z 1988 roku i broadwayowskiego musicalu Parade, który w XXI wieku zdobył prestiżowe nagrody.
Sprawa, która zaczęła się w zatłoczonej fabryce ołówków w Atlancie, do dziś pozostaje symbolem niesprawiedliwości i ostrzeżeniem przed tym, jak łatwo emocje mogą zastąpić fakty.
