W biały dzień, w samym sercu okupowanej Warszawy, żołnierze Armii Krajowej przeprowadzili zuchwały zamach na Hansa Schmalza. Funkcjonariusz Bahnschutzpolizei, znany z wyjątkowego sadyzmu, zginął na terenie własnej wartowni podczas precyzyjnie zaplanowanej operacji.

Krwawy ślad „Panienki”
Hans Schmalz, dowódca wartowni na dworcu Warszawa Zachodnia, zapisał się w pamięci mieszkańców stolicy jako „postrach Woli”. Choć przydomek „Panienka” zawdzięczał delikatnym rysom twarzy, jego czyny były dowodem skrajnego okrucieństwa. Według dokumentów AK był patologicznym mordercą, który z sadystyczną rozkoszą osobiście katował ofiary. Na terenie swojego rewiru zamordował od 100 do 200 osób – głównie cywilów i dzieci zbierających węgiel przy torach. Za najdrobniejsze przewinienia uznawał tylko jedną karę: śmierć.
Atak na wartownię
Wyrok na Schmalza wydało dowództwo AK, a zadanie likwidacji powierzono oddziałowi ppor. Stanisława Sosabowskiego „Stasinka”. Bezpośrednim dowódcą akcji został 23-letni pchor. Kazimierz Jakubowski „Kazik”. Po nieudanej próbie w grudniu 1943 roku, podziemie zdecydowało się na wariant niezwykle ryzykowny: atak bezpośrednio na umocnioną wartownię.
4 marca 1944 roku o godzinie 11:00 polski oddział wykorzystał element zaskoczenia i fortel. Trzyosobowy patrol, w tym Krzysztof Sobieszczański „Kolumb” i Jan Barszczewski „Janek”, wkroczył do budynku w mundurach Wehrmachtu, udając, że doprowadzają ujętego złodzieja kolejowego. W tym samym czasie pobliscy robotnicy uruchomili betoniarki, by zagłuszyć huk wystrzałów.
Osiem minut walki
Gdy „Kazik” wpadł do kancelarii z okrzykiem „Hände hoch!”, zaskoczeni Niemcy próbowali sięgnąć po broń. „Panienka” zginął na miejscu od serii z pistoletu maszynowego „Kolumba”. Wraz z nim zlikwidowano trzech innych funkcjonariuszy (Paula Kriecka, Rudolfa Peina i Fritza Ziehna) oraz pomocnika Tadeusza Dziewulskiego. Cała operacja, łącznie z przejęciem dużej ilości broni i amunicji, trwała zaledwie osiem minut. Choć akcja zakończyła się militarnym sukcesem, jej finał był tragiczny – „Kazik” został później rozpoznany na ulicy przez ocalałego świadka i wraz z żoną zamordowany przez gestapo prawdopodobnie w czerwcu 1944 roku.
