22 stycznia 1957 – zabójstwo Bohdana Piaseckiego

To miało być zwykłe wyjście ze szkoły w środku dnia. Kilka minut później piętnastoletni Bohdan Piasecki znika w Warszawie, jakby zapadł się pod ziemię. Zostają koledzy, numer taksówki, żądanie okupu i śledztwo, które latami nie potrafi postawić kropki nad „i”.

zabójstwo Bohdana Piaseckiego

Porwanie spod szkoły

22 stycznia 1957 roku około 13:50 Bohdan Piasecki wychodzi z liceum św. Augustyna przy ul. Naruszewicza. Jest z trzema kolegami. W pewnym momencie podchodzi do nich obcy mężczyzna i pyta wprost: „Który z was jest Piasecki?”. Kiedy Bohdan się zgłasza, mężczyzna pokazuje mu jakiś dokument wyjęty z teczki. Chłopak przechodzi z nim na pobliską ulicę, gdzie czeka drugi mężczyzna i taksówka.

Bohdan wsiada do auta i odjeżdża. Koledzy są na tyle czujni, że zapisują numer rejestracyjny samochodu. Wkrótce rodzina dowiaduje się, że mogło dojść do porwania. Sprawa od razu ma ciężar polityczny, bo Bohdan jest synem Bolesława Piaseckiego – wpływowej, a zarazem kontrowersyjnej postaci życia publicznego, związanej po wojnie ze Stowarzyszeniem PAX.

Okup i tropy, które nagle się urywają

Jeszcze tego samego dnia pojawiają się telefony. Porywacze każą odebrać list i informują, że chłopiec zostanie uwolniony w zamian za pieniądze. W kolejnych dniach przekazują instrukcje: ktoś ma iść w wyznaczone miejsce, potem w następne, potem w jeszcze inne. Wygląda to jak celowo zorganizowana gra w mylenie śladów.

Wysłannicy rodziny próbują wypełniać polecenia, jednak w kluczowych momentach kontakt się rwie, wskazówki znikają albo okazują się bezwartościowe. Równolegle pojawia się szum informacyjny: plotki, sugestie o „ucieczce”, wersje zdarzeń, które nie mają potwierdzenia. Wszystko to utrudnia dotarcie do prawdy, a rodzinie odbiera nadzieję na szybkie rozwiązanie.

Ciało po prawie dwóch latach i sprawa bez odpowiedzi

8 grudnia 1958 roku w piwnicy budynku przy ówczesnej alei Świerczewskiego (dziś al. „Solidarności”) hydraulicy trafiają na zwłoki. To Bohdan. Obok znajdują się jego szkolne rzeczy. Ustalono, że chłopiec został zamordowany w sposób wyjątkowo brutalny, a wiele przesłanek wskazywało, że do śmierci mogło dojść już w dniu porwania.

Sprawa nigdy nie została jednoznacznie wyjaśniona. Przez lata pojawiały się różne hipotezy: od porwania „dla okupu”, które wymknęło się spod kontroli, po wersje mówiące o tle politycznym i możliwych rozgrywkach w aparacie władzy. Do dziś brak jednak takiego zestawu dowodów, który pozwalałby jasno wskazać sprawców i zamknąć historię.

Przewijanie do góry