Było to niewielkie starcie w skali całego powstania styczniowego, ale dramatyczne w przebiegu i konsekwencjach. To właśnie tutaj zakończyła się powstańcza epopeja jednego z najodważniejszych dowódców jazdy.

Oddział pułkownika Walery Wróblewski, liczący zaledwie około 40 jeźdźców, działał na Podlasiu i Lubelszczyźnie po powrocie dowódcy ze spotkania z Romualdem Trauguttem. Rankiem 19 stycznia powstańcy maszerowali od Tyśmienicy w stronę Jedlanki. W pobliżu Rudki Korybutowej wpadli jednak prosto na sotnię kozaków kubańskich dowodzonych przez Koźmę Zankisowa.
Decydujący okazał się moment zaskoczenia. Powstańcy początkowo wzięli rosyjskiego oficera za księdza i nie zdążyli sformować szyku bojowego. Atak Kozaków był nagły i brutalny. Wróblewski, jadący na czele jazdy, został ciężko ranny. Otrzymał dwa cięcia w głowę i jedno w ramię, po czym spadł z konia. Oddział ruszył do odwrotu, ponosząc ciężkie straty.
Na polu walki poległo 12 powstańców, liczba rannych pozostaje nieznana. Straty rosyjskie nie są znane. Rosjanie nie rozpoznali rannego Wróblewskiego i zostawili go na pobojowisku. Uratował go miejscowy chłop, który ukrył dowódcę, a następnie pomógł przetransportować go do dworu w Zawieprzycach. Stamtąd Wróblewski przedostał się do Galicji, a po wyleczeniu ran wyjechał do Francji.
