
18 stycznia 1951 – w więzieniu mokotowskim w Warszawie został zamordowanyWiktor Stryjewski, ps. „Cacko”, „Wyrwicz”, „Zbyszko”.
Zanim stał się jednym z najbardziej poszukiwanych ludzi na Mazowszu, był zwykłym chłopakiem z Żychowa. Prowadził gospodarstwo, miał rodzinę, plany. We wrześniu 1939 roku trafił do wojska i walczył w Wojnie Obronnej 1939 roku. W czasie okupacji wstąpił do Armii Krajowej. Dla niego wojna o Polskę nie skończyła się w 1945 roku.
Po wejściu Sowietów i przejęciu władzy przez komunistów szybko zrozumiał, że „nowa Polska” oznacza terror i represje. W 1946 roku zabił żołnierza gwałcącego Polkę – za ten czyn trafił w ręce UB. Uciekł z aresztu i wrócił do konspiracji. Od tego momentu nie było już odwrotu.
Walczył w oddziałach podziemia niepodległościowego, najpierw pod dowództwem Leona Ziółkowskiego „Lisa”, później u boku por. Franciszka Majewskiego „Słonego”. Brał udział w akcjach przeciwko UB, MO i PPR-owskim bojówkom. Odmówił ujawnienia się podczas amnestii w 1947 roku – podobnie jak wielu, którzy wiedzieli, że to często prosta droga do celi albo do grobu.
Dowodził patrolem bojowym NZW działającym na Mazowszu. Starcia pod Okalewem, Chudzynkiem czy Gralewem pokazały, że komunistyczna władza nie panuje w terenie tak pewnie, jak chciałaby to widzieć propaganda. To dlatego do jego ujęcia wysłano setki żołnierzy KBW i funkcjonariuszy bezpieki.
Aresztowany w 1949 roku po wielkiej obławie. Przeszedł długie i brutalne śledztwo. Proces był pokazowy. Skład sędziowski z niesławnym Mieczysławem Widajem na czele nie miał wątpliwości. 38-krotna kara śmierci była demonstracją siły, nie wymiarem sprawiedliwości. Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski.
Egzekucję wykonano 18 stycznia 1951 roku o godzinie 20:20 na Rakowieckiej. Rodzina dowiedziała się o jego śmierci dopiero po sześciu latach. Miejsca pochówku do dziś nie znamy – jak w przypadku wielu ofiar stalinowskiego terroru. Symboliczny grób znajduje się na „Łączce” na Powązkach.
