
18 stycznia 1943 – ludzie Jana Piwnika „Ponurego” weszli do niemieckiego więzienia w Pińsku i wyprowadzili stamtąd około 43 więźniów.
W środku siedzieli nie „zwykli” aresztowani, tylko ważni żołnierze Armii Krajowej z organizacji „Wachlarz”. Najważniejszy z nich: kpt. Alfred Paczkowski „Wania”. Byli też Piotr Downar „Azor” i Marian Czarnecki „Ryś”. Jeśli Niemcy zdążyliby ich wywieźć albo złamać w śledztwie, mogłoby się posypać całe podziemie w tym rejonie.
Do takiej roboty potrzebowano kogoś naprawdę pewnego. Padło na por. Jana Piwnika „Donata” – cichociemnego, który wkrótce będzie znany jako „Ponury”. Zebrał małą, konkretną grupę ludzi. Był m.in. Jan Rogowski „Czarka”, Wacław Kopisto „Kra”, Michał Fijałka „Kawa” i Zygmunt Sulima „Esesman”. Do akcji przygotowali wszystko: łączność, samochody, kryjówki, ludzi do osłony i drogi odwrotu. Chodziło o jedno: zaskoczyć i zniknąć, zanim całe miasto się obudzi.
I to się udało.
Atak zaczął się późnym popołudniem. Zrobili to sprytnie: kilku żołnierzy udawało Niemców i wjechało na teren więzienia samochodem podobnym do tego, jakim poruszały się niemieckie służby. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, opanowali kancelarię, zdobyli klucze do cel i ruszyli po swoich. W tym samym czasie inne grupy weszły od strony muru, zabezpieczając teren.
Całość trwała około 15 minut. Po tym czasie więźniowie byli już w drodze poza miasto.
Akcja była tak czysta, że po stronie AK tylko jeden człowiek został lekko ranny. Uwolnionych przerzucono w bezpieczne miejsca, a potem do Warszawy. Za ten wyczyn Piwnik i Rogowski dostali Virtuti Militari, a akcję uznano później za wzorcową. Szkolono na niej później kolejne oddziały dywersji.
Kilka dni później Niemcy odpowiedzieli w jedyny znany sobie sposób – w odwecie rozstrzelali 30 zakładników.
